Wybieram Siebie

Wybieram Siebie

Wszyscy obrocili się przeciwko mnie i boją się, boją się tak jak ja. Tylko ja już nie umiem tak żyć, tak udawać i kryć oprawcy.

Mówią do mnie: żyjmy jak dawniej, normalnie. Jak normalnie? Fałsz nie jest normalny, zamiatanie pod dywan traum też. Nikt mi nie powie: wierzę ci, powiedz jak do tego doszłas, jak to odkopałaś, jak się z tym żyje, skąd ta pewność teraz..

Jedyne co słyszę i widzę to umywanie rak, zamiatatanie pod dywan, śledztwa, że ktoś mi to wmówił. Obwinianie moich terapeutów. Nikt nie umie tego przyjąć. Z jednej strony to rozumiem, z drugiej tak cholernie mi przykro..

A ja nie mogę patrzeć już na ta zakłamana i obrzydliwa twarz tego kata nawet we wspomnieniach. Powiem więcej, tak bardzo boli mnie to, że to ze mnie zrobili teraz kata, bo wyjęłam stare brudy na wierzch, bo zaczęłam szukać prawdy.

Boli mnie to, że każdy cierpi i że nie umie się sam przed soba przyznać i szukać pomocy, bo lepiej udać, że nic się nie dzieje, żeby ludzi nie gadali, żeby tylko zamaskować tą obrzydliwość..

Nie mogę tego znieść, że moja rodzina nie ma w sobie siły, żeby tego unieść, żeby się z tym zmierzyć. Że nie są świadomi jak to ich obciąża, że to on ich obciąża, nie ja! To nie ja to zaczęłam idąc na terapię, to zaczęło się już dawno temu i to on zaczął ten horror.

Boli mnie, że to że ja próbuje wyjść z tego życiowego gówna, że powoli staje na własne nogi, i że komuś to przeszkadza bo za dużo prawdy wyjdzie na jaw.

Ale ja już nie umiem, bo jak zaczęłam ponownie chronić rodzinę to znowu ja przestałam żyć, znowu to ja czuje się jak kat niszczący rodzinę, znowu ja czuję się winna, ta zła i brudna, ta która sprawia cierpienie innym, bo mówi głośno o sprawach trudnych i nie wygodnych..

Tyle, że to nie ja! Tyle, że to nie ja powinnam to nosić. Tyle, że to nie moja rodzina powinna się wstydzić, tylko on, ten pedofil! Tak, oni wszyscy sie wstydzą i boję, tak jak ja. Ja też znowu wpadłam w ten chory mechanizm gdzie ofiara broni kata.

Ale już dosyć, już basta, już nie mam siły, bo nie żyje, bo znowu brak mi sił..

Niech każdy weźmie odpowiedzialność za swoje życie, za swój wstyd i strach. Ja nie zamierzam już udawać, że jest ok.

Nie chce juz, już koniec kłamstw i zamiatania pod dywan. Koniec patrzenia jak każdy się boi i wstydzi, nich Ci „dorosli” sobie radzą.

Choćbym miała zostać sama wybiorę prawdę i siebie.

Przerażające jest jak nikt nikomu nie może nic udowadnić. Jak nikt mi nie wierzy, jak wypiera, jak zaprzecza albo udaje, bo tak łatwiej.

Za dużo lat minęło, za dużo lat życia w tym smrodzie i fałszu, to powinno już dawno się skończyć. To już się przedawniło.

Zrozumiałam, że to udowadnianie rodzinie mojej racji to walka z wiatrakami, odbijanie pałeczki: on to zrobił, ja to wiem, kontra: uroilas sobie, wmówili ci..

Nikt nie ma na to dowodów, każdy może słuchać siebie.

Ja już nie będę nikomu nic udowadniać ani nic kryć.

Kończę to. Idę w swoją stronę. Za sobą.





Dodaj komentarz

Close Menu