Efekty I Trud Terapii

Efekty I Trud Terapii

Ciesz się życiem i doceniaj co masz. Czuję wdzięczność do świata i do siebie. Jestem z siebie dumna, ze swojej pracy i determinacji. Patrząc wstecz widzę jak wielki kawal pracy wykonałam, ile wypłakałam łez, ile wrzuciłam złości, ile brudnych listów napisałam, ile medytacji przeszłam.. Jestem z siebie dumna, tak bardzo. Widzę, że było warto, tak bardzo było warto! Poświęciłam ogrom czasu, pracy, pieniędzy, by być w tym miejscu gdzie jestem. Wreszcie czuje, że żyje, że chce żyć i doświadczać życia.

To było 6 miesięcy ciężkiej pracy nad sobą, pracy nad traumą seksualną, traumą odrzucenia, raną ojcowską i matczyną, która nadal trwa. Często płakałam po kątach, żeby dzieci nie widziały, często procesowałam emocje po nocach, bo w dzień nie było jak, często musiałam z czegoś zrezygnować żeby znaleźć czas dla wewnętrznego dziecka.
Było trudno, bo BRAKOWAŁO MI CZASU, czasu na wszystko.

Mówię to ja, matka dwójki małych dzieci. Matka, która od świtu do 18.00 jest z nimi sama, nie ma wsparcia w nikim, nie ma babci, teściowej, koleżanki, która pomoże w domu czy będzie niania. Nie ma! Potem z pracy wraca mąż. Tak, on mi pomaga i wspiera, za co mu sercem dziękuję. On po sobie posprząta, ugotuje i nawet wykąpie i uśpi synka. Teraz to doceniam.

Moje dzieci w momencie rozpoczęcia mojej terapii miały 3,5 lat i 4 mc. Ja wiem, co to znaczy ogarnąć dzieci, zakupy, obiad, sprzątanie, pranie, spacer.. Wiem, co znaczą pobudki w nocy na karmienie piersią i dziecko bezsmoczkowe, ząbkowanie, choroby czy rozszerzanie diety. Wiem, co to znaczy jak dzieci nie współpracują, wiem, jak trudno znaleźć czas dla siebie w tym wszystkim. Fakt, nieraz musiałam coś odpuścić, żeby mieć czas na swoje emocje. Tak, włączałam synkowi bajki, gdy córka spała, a ja zajmowałam się wtedy swoimi emocjami. To był czas dla mnie.

Po co to pisze? Żeby powiedzieć Ci, ze można, nie ważne ile masz czasu na co dzień. Chcieć to móc! To życie wyznacza warunki, niczego nie przyspieszysz, a małymi krokami możesz osiągnąć cel. Jest jeden warunek, musisz naprawdę chcieć zmiany, tutaj potrzebna jest Twoja determinacja i ogrom Twojej pracy..

Teraz z grubsza efekty. Co się zmieniło w trakcie tych 6 miesięcy. Jak było? Oj, mogłaby napisać że mnie nie było, ja nie żyłam, ja byłam jak cień. Ja naprawdę potrafiłam tylko spać, zajadać emocje, narzekać, nic nie robić, zrzucać winę na męża i dzieci. Ja nie miałam energii, aby żyć. Nie czułam potrzeby, żeby wychodzić z domu, żeby coś ze sobą robić, żeby się rozwijać, spotykać z ludźmi. Żyłam na najniższym poziomie, byle zrobić to co muszę. Byłam tak wewnętrznie nieszczęśliwa, samotna i zagubiona. Nie rozumiałam sama siebie. Nienawidziłam siebie, swojego ciała, swojej twarzy. Bez przerwy się gdzieś spieszyłam, miałam przeczucie, że gdzieś biegnę i nie zdążę, Uważałam się za głupia, nie mająca nic do powiedzenia. Analizowałam każde wypowiedziane słowo, z tylu głowy miałam, że ktoś wyśmiewa to co mówię. Każdą byle uwagę brałam do siebie, nie miałam do siebie dystansu. Przeżywałam byle co, byle czyjeś spojrzenie, byle słowo. Ja zawsze najlepiej znałam czyjeś intencje, zawsze szukałam ataku, zła, wyśmiania w stosunku do mnie. Nieważne, że nikt nie miał nic złego na myśli, ja to i tak odbierałam po swojemu, jako atak. Był ze mnie jeden wielki wewnętrzny LĘK.

Na pewno nie wszystko zniknęło, ale zdecydowana większości. Moje życie wygląda inaczej, ja budzę się rano z radością, budzę się, BO CHCĘ, nie dlatego że muszę. Moje relacje z dziećmi wyglądają inaczej, bardziej je szanuję. Potrafię je obronić jeśli trzeba, daje im prawo do wszystkich emocji. I tak, nie zawsze mi to wychodzi, tak jest to czasem dla mnie trudne kiedy przypominają się jakieś stare emocje, ale już się nie biczuje jak upadam. Dawniej jeden upadek powodował lawinę kolejnych, wtedy odechciewało mi się wszystkiego. Teraz staram się działać, naprawiać błędy i uczyć na nich. Staram się dbać o swoje potrzeby i granice. Nie analizuje już wszystkiego i nie biorę do siebie. Nie chcę się porównywać z innymi. Próbuje nie wchodzić w coś jak nie mam ochoty, uważam na czym skupiam swoją energię i jakim myślą się poddaję. I najważniejsze, ja mam więcej energii do życia, ja pokonałam moja senność. Jej nie ma, odeszła. Przychodzi czasem, ale potrafię już rozpoznać co ja spowodowało i umiem ją zwalczyć.

I nie, to nie jest tak, że ja jestem już tylko szczęśliwa, dobra i perfekcyjna. To nie tak. Cały czas popełniłam błędy i się uczę, jeszcze dużo przede mną do zmiany. Jednak mam determinację i nie odpuszczę, będę dalej walczyć o siebie i o inna jakość życia. Ja zmieniłam podejście do samej siebie, do życia, do rozwoju.

To jest też tak, że po przerobieniu, przepracowaniu czegoś, jakiegoś etapu idziesz w górę, jesteś na wyższych wibracjach, twoja jakość życia się polepsza, dostajesz wiatr w żagle.

Dla mnie to był efekt WOW, niedowierzanie że można się cieszyć życiem i być szczęśliwym. Po tym jak tyle lat żyłam w depresji to ja po tych 6 miesiącach terapii naprawdę odczułam efekty i szczęście w swoim wnętrzu.

Wiecie dla kogoś taki opis może niewiele mówić. Dopiero jak na własnej skórze poczułam jak wiele zmieniła praca z traumami, z WD, to doceniłam trud jaki w to włożyłam, doceniłam siebie. Jestem wdzięczna, dziękuję.



Ten post ma jeden komentarz

  1. Kasia

    Wow. Brzmi jak ja. ♥️ Serce rośnie, że odpakowalas radość i ilość do życia ❤️

Pozostaw odpowiedź Kasia Anuluj pisanie odpowiedzi