Moja Prawda Do Ojca

Poszłam na łąkę, był późny wieczór, zadzwoniłam do niego. Jak tylko go usłyszałam, poczułam opór. Mimo to zaczęłam mówić, poprosiłam, żeby mnie wysłuchał i nie przerwał. Wygarnęłam wszystko co pamiętałam, powiedziałam, że mam ogromny żal i że go za to nienawidzę. Jedyne co powiedział to: „nie pamiętam”. Nawet kurwa nie zaprzeczył, dodał też: „proszę córciu wybacz mi”. Nie chciałam go słuchać, szybko się rozłączyłam.

Chwilę po tym telefon do matki, też wygarnęłam to co zostało. Płakała, żeby i jej wybaczyć, że nie pamięta. Nie mogłam słuchać tego płaczu, kazałam jej włączyć głośnik w telefonie i iść do ojca. Powiedziałam im, że ja nie chcę już słuchać ich bólu, że nie chcę go już nosić, że mieli swój czas i że to ich życie. Koniec, basta! Zakończyłam rozmowę.

Siedziałam tam na polu pod słomą, zaczęłam się trząść, dziwnie się czułam, niby ulga i tak pusto, płakałam. Potem wstałam się przejść, było ciemno i lekka mgła. W słuchawkach leciała muzyka, a w tle słyszałam szczekanie psów, czułam się jak w moim śnie, jakby te psy biegały gdzieś w oddali, nie czułam już strachu, nie czułam, że chcą atakować. Usiadłam, aby znowu pozwolić ciału się trząść. Zamknęłam oczy, weszłam w medytację, zobaczyłam że moje WD skacze. Pierwszy raz od naprawdę długiego czasu zobaczyłam ją jak skacze, była szczęśliwa jakby wygrała. Już nie siedziała na łóżku w cierpieniu. Ona się cieszyła, poczułam tą radość, ale ja dorosła byłam jakby pusta, za mgła, czułam że ucięłam jakby połączenie z rodzicami, jakbym na prawdę przestała żyć ich życiem.. Wróciłam do domu, długo mnie jeszcze trzęsło przed zaśnięciem.

Jakieś trzy dni po tym zdarzeniu, matka napisała mi, że ojciec codziennie płacze i nie wychodzi z pokoju, że przysięga na Boga, że nic mi nie zrobił, mówił, że Bóg go osądzi.