Spotkanie Twarzą W Twarz Z Rodzicami

Dusiłam się znowu, tak jak wtedy, to były emocje mnie małej. Emocje trzymane wtedy tak głęboko w ukryciu, te emocje z którymi byłam sama, które musiałam ukrywać wśród innych i przed własną matka i ojcem. To im nie mogłam wykrzyczeć tego mojego bólu, nie chciałam znowu uciekać, a z drugiej strony się bałam i wstydziłam..

Ryczałam jak bóbr cały dzień, bo z mężem i dziećmi mieliśmy jechać do mojej teściowej. Najpierw zdecydowałam, że do swojego domu nie pojadę, mimo iż moi rodzic mieszkają 20km od teściowej. Stwierdziłam, że nie chce ich widzieć. Wsiadłam w samochód cała zaryczana, tylko ze względu na męża i synka.

Jechałam i mnie rozwalało, bo wiedziałam, że nie mam już gdzie jechać, czułam, że żadne miejsce nie będzie dobre. Wiedziałam, że u teściowej będę wszystko dusić i ukrywać, a w domu bałam się tej ciemności, nie wyobrażałam sobie bycia z rodzicami pod jednym dachem.

Zapytałam Boga o wskazówki, poprosiłam na grupie o wsparcie. Przyszło do mnie, że mam nie uciekać już, bo przecież i tak nie ucieknę, że mam jechać do domu i dać bieg zdarzeń. Zdecydowałam, że ok, jadę do domu, wtedy puściło momentalnie, uspokoiłam się. Tak bardzo nie chciałam już uciekać i tego dłużej w sobie dusić. Chwile po tej decyzji, przyszła odpowiedz z Góry, zobaczyłam napis, który odczułam całą sobą: „Dzisiaj idę walczyć mamo”. Już nie miałam wątpliwości, że dobrze robię.

Zajechaliśmy na 22.00, ojciec był na nocce w pracy. Czekałam, aż moje dzieci pójdą spać. Usiadłam z mama, było ciężko, bardzo, tak bardzo ciężko było mi mówić i na nią patrzeć. Ona sama nie umiała spojrzeć na mnie. Mówiłam co mnie bolało, czułam to mocno w ciele, czułam taka dziurę w klatce piersiowej, zaczęłam szlochać, pytałam dlaczego, czym sobie zasłużyłam.. Matka przepraszała, mówiła, że chciałaby to naprawić, wstała i chciał mnie przytulic, krzyknęłam: ”Nie chce, odejdź”.. Potem miałam już dość, powiedziałam, że chce jutro spotkać się z ojcem w cztery oczy, że może mu to przekazać i poszłam spać, czułam ból głowy.

Rano wrócił ojciec, wygarnelam mu to czego nie powiedzialam przez telefon, pytalam gdzie on kurwa byl cale moje dzieciństwo, cułam ten wkurw w sobie, czułam jak to puszczało, płakaliśmy razem.. Mówił, ze nie może sobie darować, że mi życie zniszczył, ale nigdy żadnej krzywdy mi nie zrobił, że nawet pasem nie zbił.. Nie chciałam tego słuchać, nie liczyłam na to, że się przyzna do błędów, że uzna moje krzywdy.. Zaczął znowu o sobie, o swoich bólach, o swojej chorobie. Powiedziałam, że ja widzę jak on cierpi, że mnie to boli, ale ja nie umiem już tym żyć.. Powiedziałam mu to co czułam już nie raz, żeby zawył do Boga w tym swoim bólu, bo On tylko czeka na to, żeby oddał swoje życie Jezusowi..

Poczułam ogromna ulgę, że mam to już za sobą. Przełamałam swój strach i wstyd. Wygrałam!

Wiem, że moje relacje z rodzicami nie będą jakieś inne, lepsze, nowe, nie liczę na to, nawet tego nie potrzebuje, oni bez pracy nad sobą nie są w stanie się zmienić. Widziałam, że mama z tata zaczęli się starć względem mnie, ale poczułam, że na ten moment tego nie chce. Byłam po tej konfrontacji w domu przez jeden dzień, dłużej bym tam nie wytrzymała.

*******

Ktoś powie, ale jak to? Gdzie tu szacunek do rodziców, gdzie pokora? Też żyłam w schemacie: rodzic to świętość, rozumiem i szanuje takie podejście. Jednak wraz z moim wewnętrznym rozwojem moje postrzeganie i świadomość się zmienia. 

Dlaczego można ładować „zło” w niewinne, bezbronne dzieci? A dlaczego to małe dziecko nie może powiedzieć: „stop, basta, szanuj mnie”? 

Traktujmy wszystkich na równi, musi być równowaga w dawaniu i braniu. Ja będą dzieckiem nie mogłam się obronić, nie umiałam, byłam za słaba. Dlatego teraz podczas terapii obroniłam swoje wewnętrzne dziecko, zaczęłam mówić rodzicom co mnie bolało, czego mi zabrakło. Ja zrobiłam to w cztery oczy.

*******

Finalnie zmierzam do tego, że jeśli czujesz, że chcesz wykrzyczeć swój ból bezpośrednio do rodziców to zrób to, nie usprawiedliwiaj nikogo, bo jak to odpuścisz to to wróci. Możesz powiedzieć w twarz, przez telefon czy napisać list, jak wolisz. Możesz tez zrobić to bez bezpośredniej konfrontacji w medytacjach, to też jest skuteczny sposób. Może dłuższy, ale z pewnością wart pracy.

I nie bój się, nie zabijesz nikogo tym, że wygarniesz mu swoją  prawdę. Ty wiesz co czułeś, więc Twoi rodzice też mogą znieść ten ból i oskarżenia. Ty wyrównujesz rachunki. Im też jest to potrzebne do wzrostu samoświadomości, do rozwoju ich duszy.